niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział 1

I can't go back to the way it was, 
no i can't go back...



Marie, gdzie położyłaś moją suszarkę?
Drobna brunetka krzyknęła do swojej przyjaciółki odbijając się od łóżka. Obie były lekko podpite, ponieważ świętowały. Świętowały rozstanie Riley z Jackiem. Błąd, chyba nie powinno się tu mówić o rozstaniu, bo dziewczyna podjęła decyzję o zakończeniu tej relacji, kiedy odkryła, że chłopak umawia się z jej drugą najlepszą przyjaciółką, Laurą. Zabolało ją to, tym bardziej, że Laura nie wykazywała żadnego zagrożenia. Była cichą, oddaną koleżanką, która zawsze była w cieniu Riley. Zresztą nie ona jedna, ponieważ Marie oddana była przyjaciółce na zawsze. Tyle, że George nawet się nie zastanawiała nad takimi rzeczami. Uważała, że każda paczka ma swojego lidera i u nich jest to Riley.
- Myślę, że.... nie wiem - zaśmiała się roztrzepana Marie.
Wyższa o tylko kilka centymetrów, Riley podeszła do niej na palcach od tyłu i szepnęła do ucha.
- Wiesz, kocie, chyba wiem gdzie podziała się nasza zguba. - zawtórowała jej rechotem i podskoczyła do najbliższej butelki Carlo Rossi. Łapiąc ją powędrowała do swojego dziewiętnastowiecznego telefonu stacjonarnego z wielką tarczą numerową. Kręcąc numer upiła łyk prosto z butelki.
- Patrz i ucz się Marie. - szepnęła połykając ostatnią kroplę. Marie usiadła na bordowym łóżku i zaczęła się śmiać, zasłaniając twarz.
- Dzień dobry, czy dodzwoniłam się do państwa Leighton? - zapytała brunetka mówiąc z okropnym, angielskim akcentem. Jej koleżanka, teraz już rozłożona całkowicie na wielkim łożu, zwijała się ze śmiechu.
- Tak, przepraszam kto mówi? - głos w telefonie wskazywał na właścicielkę domu.
- Och niech się pani tym nie kłopocze, wystarczy mi podać Laurę, ona będzie wiedziała. - Riley wytknęła język i wzięła kolejny łyk wina musującego. Słysząc krótkie trzaski, zorientowała się, że pani Leighton idzie do swojej córki na poddasze. Przytłumiony głos szepnął "Ktoś do ciebie". Nie słysząc żadnej odpowiedzi, Riley uniosła palec wskazujący, dając tym samym znak Marie, aby przygotowała się na najlepsze.
- Tak, słucham? Kto mówi? - słysząc słodki głos Laury, Riley wykonała odruch wymiotny co spowodowało chichot u jej towarzyszki.
- No heeeeeeej zdziro, nie zabierałaś mojej suszarki? A może to Jack Ci ją podarował po waszej wspólnej kąpieli?
Na to pytanie, Marie odpowiedziała głośnym śmiechem, który dał się słyszeć nawet po drugiej stronie słuchawki. Lekko zaskoczona Laura, przełknęła ślinę.
- Riley, to ty?
- No pewnie, że ja ty głupia kozo. Oddawaj mi tą suszarkę, albo dostaniesz w zęby. Powinnaś dobrze wiedzieć, ze 2 razy 2 daje 4. Lepiej się pośpiesz.
Słysząc obraźliwe słowa przyjaciółki, Laura zamknęła oczy tłumiąc zbierające się łzy.
- Ja.. ja.. mam ją.
Po raz kolejny, Riley wykonała obrzydliwy dźwięk i wykręciła oczy.
- To, że ty ją masz, ja już dawno wiem. Jutro pod Skaliskiem o 21. Jeśli cię tam nie będzie... lepiej, żebyś już nigdy nie zaliczyła ze mną duetu.
Marie po raz kolejny wybuchnęła śmiechem i podbiegła do rozmawiającej przyjaciółki.
- Słuchaj durna krowo, Riley mówi, że jak nie odniesiesz jej suszarki to dostaniesz po dupie. Cała szkoła się wtedy dowie jaką to mamy "cnotliwą" przewodniczącą.
Rzucając słuchawką o widełki, brunetki zaczęły wspólnie piszczeć, krzyczeć i przybijać piątki.
~*~
- Ugh, moja głowa to normalnie czarna dziura.
Składając pościel razem z Riley, Marie przeczesywała sobie grzywkę z czoła.
- Gdzie są te cholerne spinki, kiedy człowiek je potrzebuje?
Odrzuciła materiał, tak że zatrzymał się na głowie jej przyjaciółki i zaczęła wyrzucać zawartość swojej torebki.
- Emm, Marie? Mogłabyś być tak miła i wrócić tu?!
Odmachując lekceważąco ręką w stronę przyjaciółki, brunetka zawinęła włosy w wysokiego koczka zostawiając kilka pasm, które opadły jej na skronie.
- Nie machaj tak do mnie, tylko tu chodź! - jęknęła znudzona Riley i rzuciła poduszką w przyjaciółkę.
- Hej, chica! Opanuj się trochę, przecież odeszłam tylko na chwilę!
Pokonując krótką drogę do koleżanki odrzuciła jej poduszkę trafiając ją w głowę.
- Ty małpo! - tymi słowami, dziewczyny zaczęły wielką bitwę na poduchy, po której stan pokoju zmienił się z nieuporządkowanego na totalny bałagan. Zmęczone przepychankami dziewczyny, usiadły na dywanie i oparły się głowami.
- Wiesz, chyba powinniście spróbować jeszcze raz. - zaczęła Marie, masując ramię przyjaciółki.
- O czym ty znowu gadasz Marie? Wydawało mi się, że zakończyłyśmy temat tego dupka. - wzburzona dziewczyna podniosła się i stanęła przyglądając się w lustrze.
- Ehhh, Riley... - razem za nią, ruszyła się Marie i stanęła koło niej. Teraz w zwierciadle można było spojrzeć na dwie latynoskie piękności. Pierwsza miała wyraźnie zarysowane kości policzkowe, chudą twarz i mahoniowe włosy do łokci. Druga miała duże, brązowe oczy, malinowe usta, które znaczyły ścieżkę od ucha do ucha, kiedy ukazywała swój idealny zgryz. Włosy sięgały jej do ramion i były lekko pocieniowane. Obie gustowały w mocniejszych makijażach - Riley stawiała na mocniejsze, czerwone usta i minimalizm w oczach, Marie podkreślała swoje tęczówki pokrywając powieki ciemnymi cieniami, a usta pociągając beżowymi błyszczykami. - Kochanie, wiem, że się na niego gniewasz. Całkowicie cię rozumiem, ale... jestem pewna, że to wina tej kozy. To ona chciała się zabawić, próbowała być taka jak ty i pierwszym krokiem był Jack. Potrzebujesz czasu, to też wiem, ale powinnaś się do niego odezwać. Te tysiąc esemesów, musi coś znaczyć.
Riley westchnęła. Opuściła głowę czego następstwem było przysłonięcie jej twarzy długimi, gęstymi włosami.
- Nie, Marie. Podjęłam decyzję i zdania nie zmienię. Muszę iść naprzód.
Odeszła od dziewczyny i ponownie zaczęła układać pościel.
- A jeśli jeszcze raz zaczniesz mnie do niego przekonywać, albo chociaż wymienisz jego imię w mojej obecności, bądź pewna, ze nasza przyjaźń nie ma dalej sensu. Przykro mi, ale nie mogę wrócić do tego co było.
Oświadczenie Riley głęboko wstrząsnęło Marie. Nie spodziewała się, że przyjaciółka tak mocno jest zdeterminowana, aby zapomnieć o Jacku. Jej zdaniem ten chłopak był idealny - śliczny, czuły, romantyczny ale też roztaczał wokół siebie poczucie bezpieczeństwa. Jednak jeśli Riley tak stawia sprawę, to ona się dostosuje. To znaczy, pojęcie dostosuje, powinno się tutaj rozwinąć, ponieważ Marie nadal nie porzuciła pomysłu ponownego złączenia przyjaciółki z Jackiem. Tylko teraz, postanowiła rozpocząć ten proces od drugiej strony. Od Jacka. Z nim na pewno pójdzie łatwiej.
- Dobra, zgoda. Zamykam się na ten temat, zero imienia na J w tym pokoju. - uśmiechnęła się, zasznurowując sobie usta.
Riley kiwnęła uśmiechnięta głową i pochyliła się nad pościelą.
- Właśnie, Marie, pamiętasz tą dziewczynę z kolonii? 
Dziewczyna uniosła brew, skupiając się na opowieściach jej przyjaciółki.
- Ella?
- Mhm. - mruknęła Riley, składając prześcieradło, pomagając sobie trzymaniem jednego rogu w ustach. - No więc właśnie, Ella przeprowadziła się do miasta obok i robi imprezę powitalną. Myślę, że powinniśmy pójść, co ty na to?
Marie nie musiała długo zastanawiać się nad tą propozycją. Kiedy tam pójdą, Riley będzie zniesmaczona zachowaniem tamtejszych chłopców i to będzie doskonały moment do wkroczenia dla Jacka. Tak to będzie idealne.
- No pewnie Riley.
Dziewczyny uśmiechnęły się do siebie i powróciły do sprzątania pokoju. Jeszcze wtedy nie wiedziały, jak bardzo zmieni się ich życie.



 CZYTAMY = KOMENTUJEMY :)

5 komentarzy:

  1. Już nie mogę doczekać się na tą imprezę i mam nadzieję, że Riley pozna tam jakiegoś przystojniaka :)
    Zajebiście się zapowiada i czekam już na drugi rozdział :)
    Poinformujesz na TT? @perfectf3nty xx

    OdpowiedzUsuń
  2. omomomomomom....
    ja chce więcej...
    #Harlena....
    prosze dodawaj szybko nowy...
    rozdział normalnie cud, miód i orzeszki xD

    OdpowiedzUsuń
  3. omg omg omg !!!!!! cudowny rozdział :))) czekam na następny ♥
    Informuj mnie na TT: @thegingercake

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG OMG CUDOWNY ROZDZIAŁ I NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ CO BĘDZIE DALEJ HIHI :)
    Proszę poinformuj mnie na tt: @foodloveu x

    OdpowiedzUsuń
  5. no no no,ciekawie się zapowiada ;)

    OdpowiedzUsuń